GDY POWIEDZIAŁA SOBIE, BO KOMU INNEMU, CZAS JEJ KOŃCZYĆ

Kołysanka to drobne, niewerbalne studium sceniczne, kolejny, obok Klepsydry, solowy "projekt funeralny" teatru. Przedstawienie można traktować jako swoistą kontynuację Klepsydry, dopełnienie losów bohaterki tamtego spektaklu, którą obserwujemy tym razem
u kresu życia. Spektakl powstał w wyniku współpracy aktorki Marii Katarzyny Gliwy i reżysera Marcina Hericha i jest rozwinięciem jednej z etiud aktorskich przygotowanych przez Teatr
A PART jako część międzynarodowego projektu "Labirynt Wenus", zrealizowanego w Bielefeld
w Niemczech w 2008 roku. Tematem tej monotonnej, "prostej" historii jest niedołężność, samotność i starość. W Kołysance zostaje połączona stylistyka spektakli Teatru A PART
z językiem teatralnej awangardy spod znaku teatru Tadeusza Kantora i dramaturgii Samuela Becketta. Kołysanka jest "biednym", anachronicznym i najbardziej realistycznym
z dotychczasowych przedsięwzięć teatru, odwołującym się do takich pojęć kantorowskich,
jak "realizm najniższej rangi" i "architektonika wzruszenia".

Projekt solowy w wykonaniu Marii Katarzyny Gliwy.

Scenariusz, ruch sceniczny: Marcin Herich we współpracy z Marią Katarzyną Gliwą.

Reżyseria: Marcin Herich.

Muzyka: fragmenty utworów zespołu Tosca i pieśni "Querer" Cirque du Soleil oraz melodia Walca Francois.

Projekt i wykonanie maski: Maria Katarzyna Gliwa.

Czas trwania spektaklu: 40 minut.


Projekt został zrealizowany przy udziale środków finansowych z budżetu
Samorządu Województwa Śląskiego.


DOTYCHCZASOWE PREZENTACJE


*Regionalne Centrum Kultury (Kołobrzeg, 28.02.2009)
*Teatr Ósmego Dnia (Poznań, 02.03.2009)
*Klub Od Nowa (Toruń, Festiwal Teatrów Alternatywnych Klamra, 15.03.2009)
*Teatr Korez (Katowice, 20.03.2009)

*Ostrowskie Centrum Kultury (Ostrów Wlkp, Festiwal Teatrów Niezależnych, 21.05.2009)
*Teatr Korez (Katowice, Międzynarodowy Festiwal Teatrów A PART, 20.06.2009)
*Klub Cebulka (Gdańsk, 20.11.2009)
*Sala Studio (Arad, Rumunia, Underground Theatre Festival, 17.05.2010)







RECENZJE

POKAZ PRZEDPREMIEROWY - KLUB OD NOWA - FESTIWAL KLAMRA - TORUŃ 2009

Wyłącznie dla widzów dorosłych?
Drugi dzień toruńskiej KLAMRY minął pod znakiem refleksji nad przemijaniem, okrucieństwem starości i samotnością. Teatr A PART z Katowic zaprezentował prapremierę "Kołysanki"
w reżyserii Marcina Hericha. I o ile sobotni "Homo Polonicus" poprzez słowo obnażał naszą polską mentalność, o tyle dzisiejszy monodram - przeciwnie - zdołał wyrazić to, czego przy pomocy słów wydobyć nie sposób. Tym razem pośrednikiem między widzem a postacią stały się wyłącznie niewerbalne środki wyrazu teatralnego. (...)
Spektakl, z jakim katowicki teatr przyjechał do Torunia, zdecydowanie należy do tych
z kategorii "intymne" w ścisłym tego słowa znaczeniu. To teatr jednego aktora ze skromną, aczkolwiek klimatyczną scenografią. Operujący symbolem. Będący hołdem złożonym wielkim awangardzistom: Tadeuszowi Kantorowi oraz Samuelowi Beckettowi.
Postać grana przez Marię Katarzynę Gliwę prowadzi niewerbalny dialog z widownią. Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej odsłania słabość istoty ludzkiej, jej niedołężność i okrutną bezradność, na którą skazana jest w trakcie "jesieni życia". (...)
Spektakl jest niemal całkowicie pozbawiony słów. Wszystko, co najistotniejsze, w "Kołysance" zawiera się bowiem w drżącym ruchu ciała bohaterki, jej ledwo słyszalnym śpiewie oraz emocjach. A tych nie brakuje. Całości dopełnia inteligentnie dobrana, przejmująca muzyka.
I choć niekiedy brak dynamicznej akcji, do której zdążył już nas przyzwyczaić teatr współczesny, co powodowało nieskrywane zniecierpliwienie na sali, "Kołysanka" z liryczną konsekwencją dotrwała do końca.
Bez wątpienia teatr, jaki reprezentuje A PART, należy do tych z gatunku trudno przyswajalnych, wymagających cierpliwego i skupionego widza. Tylko taka osoba jest
w stanie z korzyścią dla siebie przetrwać ten spektakl. Zapowiedź tego nie lada wyzwania stanowiło już pierwsze piętnaście minut trwania "Kołysanki", będące w istocie jedynie "zapisem" ruchów ciała. Siedząca tyłem do widowni postać, prowadzi walkę z samą sobą. Każdy kolejny ruch, przepełniony cierpieniem, stanowi grę poszczególnych mięśni na nagim ciele aktorki.
"Kołysanka" pokazała zarówno słabość schorowanej kobiety, zapomnianej artystki, ale i wielki kunszt aktorski polegający na opanowaniu do perfekcji każdego ruchu. Niemal całkowitej władzy nad swoim ciałem. Obcowanie z takim teatrem wymaga po prostu dojrzałości. I chyba właśnie do dojrzałego widza - a nie dorosłego - skierowali ten spektakl jego twórcy.
Emilia Rębas, Internetowy Magazyn Teatralny Teatralia, 17 marca 2009 r.

POKAZ PRZEDPREMIEROWY - TEATR KOREZ - KATOWICE 2009

Funeralność wyłącznie dla widzów dorosłych
Mrok. Cisza. Dwa puste krzesła. Starczy chodzik przykryty czarną chustą. Stolik z zapalonymi świecami. Atmosfera ponurej niepewności. Na podłodze manekin przedstawiający nagą kobietę...
Rażące światła, skierowane w stronę publiczności, uniemożliwiają przyjrzenie się scenie, nagle jednak gasną, i oto widzimy, leżącą bez ruchu, podobną do manekina, kobietę w czarnej chuście na głowie i czarnych rajstopach zwiniętych wokół kostek. Coś drgnęło... Z początku trudno rozsądzić, czy to tylko gra światłocienia w zagięciach nagiego ciała czy rzeczywisty ruch, ale po chwili pojawiają się też inne oznaki "przebudzenia" - przede wszystkim narastający jęk...
Kobieta zaczyna się podnosić, w sposób spowolniony, ociężały, jakby każdy, najdrobniejszy ruch sprawiał jej niewysłowiony trud i ból. Mijają wieki, zanim udaje jej się podciągnąć i usiąść na krześle, jednak wciąż nie widzimy jej twarzy. Drżącą, słabą ręką sięga za siebie, po czarną sukienkę. Słyszymy narastającą melodię, graną na osamotnionym fortepianie, w tle ciche kawiarniane odgłosy rozmów, stukających naczyń i sztućców. Kobieta zaczyna nucić razem z instrumentem i rękami wykonuje paralityczny "taniec" z sukienką. Potem krępuje sobie nadgarstki jej ramiączkami, a na końcu zakłada przez głowę, mocując się z nią, jak z napastnikiem. Cała sala wstrzymuje oddech w chwili, gdy kobieta sięga po brzeg, przykrywającej tył jej głowy, chusty...
Słuchać świst wciąganego przez widzów powietrza, kiedy spod materiału wyłania się przerażająca maska, przedstawiająca pociągłą, wykrzywioną bólem twarz, przypominającą antyczną, grecką maskę tragiczną. Stwór, który już nie wydaje się żywą kobietą, ale kukłą, podnosi się z miejsca, prezentując nienaturalnie wygięte w tył, drżące ramiona i rusza posuwistym krokiem (wciąż tyłem) w stronę publiczności. Martwe oczy "przyglądają się" twarzom widzów. W końcu Maria Gliwa odwraca się i ściąga maskę...
To jednak nie koniec przerażającej "Kołysanki". Kołysanki, która prowadzi nie do snu, ale do śmierci. Dalsza cześć spektaklu kontynuuje idee laboratorium starości. (...) Tematem tego, niemal niemego monodramu, są trzy okrutne "przyjaciółki" - niedołężność, samotność i starość. Stające w ich obliczu kobiece ciało przestaje być świątynią piękna, obiektem pożądania - jest już tylko obumierającą powłoką zmęczonej duszy, cmentarzem dla wspomnień o dawnej świetności. (...) Spektakl prowokuje do refleksji nad przemijaniem i udręką samotnej starości - problemem dość ogranym, ale jednak wiecznie aktualnym, a w tym przypadku bardzo ciekawie przedstawionym. Godne polecenia.
Ewa M. Walewska, Internetowy Magazyn Teatralny Teatralia, 27 marca 2009 r.

PREMIERA - TEATR KOREZ - FESTIWAL A PART - KATOWICE 2009

Podwójna żałoba w teatrze
Teatr A Part, organizator trwającego od kilku dni międzynarodowego festiwalu teatralnego w Katowicach, oficjalnie pokazał premierę studium scenicznego Kołysanka. (...)
Występująca w solowym projekcie Maria Katarzyna Gliwa przyobleka swoje nagie ciało w czarną sukienkę i sugestywnie nakłada na swoje młode ciało starość. Nie zdradza się żadnym gwałtownym ruchem, do granic wytrzymałości testując widza stagnacją i obrazem niedołężności. Jej ciało jest osobną pamiątką, archiwum życia, z którego raz po raz wyłaniają się wspomnienia (zapamiętane kroki walca, fragmenty pieśni o miłości, rytuał picia herbaty z ukochanym). (...)
Aleksandra Czapla-Oslislo, "Gazeta wyborcza" - Katowice, 22 czerwca 2009 r.