JAK
MASZ NA IMIĘ, PIĘKNA PANI?
MOJE IMIĘ JEST CIERPIENIE.
Autorski spektakl Marcina Hericha Femina miał
premierę w 1999 roku w Teatrze Cogitatur
w Katowicach. W 2004 roku zakończyła się współpraca
twórcy spektaklu z ww. teatrem.
Od tego momentu przedstawienie w nowej wersji
i nowej obsadzie (Femina v.2) jest prezentowane
pod szyldem Teatru A PART.
Spektakl jest inspirowany książką Sex
i śmierć francuskiego antropologa Jacquesa
Ruffie oraz malarstwem i grafiką symboliczną
(Felicien Rops, Franz von Stuck, Arnold Boecklin,
Alfred Kubin oraz katowicki artysta Igor Neubauer).
Przedstawienie opowiada
w metaforycznym skrócie historię jednego życia:
od narodzin, przez doświadczenie życia,
po śmierć. Jego bohaterką jest Kobieta, jej
codzienne namiętności, codzienna radość
i cierpienie. Drugim ważnym bohaterem spektaklu
jest woda. To ona jest zaczynem życia, samym
życiem, towarzyszem śmierci. Trzecim bohaterem
spektaklu jest miłość. Spektakl jest o zwyczajnym
życiu, stąd też skomponowany jest jak komponuje
się życie: momenty liryczne przeplatane są
momentami grozy, miłość, czułość i ślady szczęścia
kontrastują z bólem, trwogą i cierpieniem.
Jest chwilami szokujący, chwilami wzruszający.
W teatrze tkwi niezwykła siła. Jest takim
medium, które potrafi otwierać na piękno,
czasami brudne piękno, zmieniać świat i ludzi.
Autorzy przedstawienia pragną, aby ten spektakl
właśnie tak działał na widzów: uwrażliwiał,
doskonalił i zmieniał.
Scenariusz i reżyseria: Marcin Herich
Inspiracja: Katarzyna Mrozińska-Izdebska
Występują:
Monika Wachowicz, Joanna Pyrcz (Marta Waszkielewicz),
Katarzyna Pryc
(Lesław Witosz), Maciej Dziaczko, Cezary
Kruszyna, Jakub Kabus (Leszek Małyszek),
Marek
Radwan
Scenografia:
Marcin Herich
(rzeźba głowy/czaszki została zaprojektowana i wykonana przez Tomasza Wenklera)
Muzyka; fragmenty utworów
Future Sound of London, J.Garbarek, E.Goldenthal,
F. Kreisler, Vivaldi
Współpraca techniczna: Dariusz Piotrowski (Natalia Kruszyna)
Tekst: fragment poematu T.S.Eliota Środa Popielcowa w interpretacji Moniki Wachowicz
(w wersji angielskiej Katarzyna Pryc)
Czas trwania spektaklu: 45 minut
NAJWAŻNIEJSZE MIEJSCA PREZENTACJI
FEMINA (z Katarzyną Mrozińską-Izdebską)
*Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part (Katowice,
1999)
*Gliwickie Spotkania Teatralne (Gliwice, 2000)
*Internationales Strassentheater-Festival
(Goerlitz, Niemcy, 2000)
*Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa,
2000)
*Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta (Poznań,
2000)
*Letnie Toruńskie Spotkania Teatrów Ulicznych
(Toruń, 2000)
*Theater im Park (Bielefeld, Niemcy, 2000)
*World Exhibition Expo 2000 (Hanover, Niemcy,
2000)
*Festival Internacional de Londrina FILO (Londrina,
Brazylia, 2001)
*La Valse des As (Valreas, Francja, 2001)
*Drogi Teatru - Spotkania (Kielce, 2001)
*Festivalul International de Teatru de la
Sibiu (Sibiu, Rumunia, 2001)
*Festival Internacional de Teatre i Animacio
Al Carrer (Viladecans, Hiszpania, 2001)
*Festiwal Polskich Teatrów Ulicznych (Jelenia
Góra, 2001)
*Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part (Katowice,
2001)
*Prezentacja Województwa Śląskiego (Bratislava,
Słowacja, 2001)
*Festival des Arts de la Rue Viva Cite (Sotteville-les-Rouen,
Francja, 2002)
*Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych
i Plenerowych Feta (Gdańsk, 2002)
*Internationale Woche des Jungen Theaters
Arena (Erlangen, Niemcy, 2002,
przedstawienie otrzymało dwie główne nagrody:
jury i publiczności),
*Festival Internacional de Teatro Palco &
Rua FITBH (Belo Horizonte, Brazylia, 2002)
*Feria de Teatro de Aragon en Huesca (Huesca,
Hiszpania, 2003)
*Prezentacja Polskiej Kultury w Saragossie
(Zaragoza, Hiszpania, 2003)
*Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa,
2003)
*Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy (Szczecin,
2003)
*Festival International de Theatre de Rue
Aurillac (Aurillac, Francja, 2003)
*Limburg Festival (Valkenburg, Roggel, Holandia,
2003)
*Festiwal Teatrów Ulicznych Sztuka na bruku
(Lubin, 2004)
FEMINA v.2 (z Moniką Wachowicz)
*Mittelfest (Cividale del Friuli, Włochy, 2004)
*International Festival of New Theatre ZadarSnova
(Zadar, Chorwacja, 2004)
*Dni Sztuki Współczesnej (Białystok, 2005)
*International Open/Closed Air Art Festival
SOS (Sisak, Chorwacja, 2005)
*International Theatre Festival PUF (Pula,
Chorwacja, 2005)
*Technology & Arts Festival Robodock (Amsterdam,
Holandia, 2005)
*Stockton International Riverside Festival
(Stockton, Anglia, 2006)
*Festiwal Artystycznych Działań Ulicznych
La Strada (Kalisz, 2007)
*Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part (Katowice,
2007)
*Festival Europeo del Teatro di Scena e Urbano
Arlecchino d'Oro (Mantuia, Włochy, 2007)
*Festival Internacional de Teatro y Artes de Calle (Valladolid, Hiszpania, 2008)
*Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa,
2008)
*Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych (Jelenia Góra,
2008)
*Yangpyeong Dulmulmori Open-air Art Festival (Yangpyeong, Korea Południowa, 2008)
*International Theatre Festival Belaya Vezha (Brest, Białoruś, 2008)
*Festiwal Między Słowami (Kołobrzeg, 2009)
*Olsztyńska Trzydniówka Teatralna (Olsztyn, 2009)
*Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa,
2010)
RECENZJE (FEMINA i FEMINA v.2)
PREMIERA - MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRÓW
A PART - KATOWICE 1999
Dziennik festiwalowy. Dzień pierwszy
Teatr Cogitatur, jak na gospodarza przystało,
powitał wszystkich premierą własnego spektaklu.
Zaprezentował Feminę - przedstawienie autorskie
Marcina Hericha. Przedpremierowe zapowiedzi
sugerowały jako metodę kreacji spektaklu kompozycję
emocjonalną. Realizację tego pomysłu ułatwiło
wykorzystanie pleneru. Sceny-obrazy nasycone
muzyką pełną kontrastów (Vivaldi obok The
Future Sound of London!) stanowiły niezwykle
emocjonalny kolaż. Tytuł sugerował przypowieść
o kobiecie. Wydaje się jednak,
że spójność spektaklu nie wynikała z obecności
głównej bohaterki. Esencją zdarzeń były raczej
żywioły przenikające plenerową scenę. Woda,
ogień, powietrze skażone dymem
- te podstawowe symbole zapanowały w przestrzeni
spektaklu. Wśród nich dopiero, jakby na drugim
planie, dostrzegalni byli ludzie. Już pierwszy
obraz akcentował powyższą relację: bohaterowie
obmywali się wodą "uwięzioną" w
wiadrach. Gesty te łączyły w sobie radość
dziecięcego pluskania się z powagą obrzędowych
namaszczeń. Ustalono reguły gry. Postaci ludzkie
podporządkowane zostały mocy żywiołów. Ich
działania ujawniły różne emocje: zachwyt sąsiadował
z cierpieniem, poczucie wolności szybko zmieniało
się w strach. Bohaterowie raz po raz stawali
się uczestnikami symbolicznych działań: oczyszczani
przez wodę, upadający na ziemię, smagani ogniem,
duszeni powietrzem o zapachu piekła. Gdyby
postarać się o fabularyzację, należałoby opisać
spektakl jako metaforę wędrówki od narodzenia
do śmierci: od wody, która obmyła z grzechu,
poprzez pierwsze kroki narodzonego człowieka,
potem miłosne upojenia i emocje w tańcu, wreszcie
karę za grzechy, podczas której tak przyjazna
wcześniej ciecz zmieniła się w krew. Końcówka
była jednak optymistycznym akcentem - Femina
otoczona została opieką Anioła. Powędrowała
z nim pod rękę w pozaziemską przestrzeń.
Spektakl fascynował stylistyką ożywionego
obrazu. Przypominał uporządkowanym widzom
o tym, ile ekspresji tkwi w każdej eschatologii.
Paradoksalnie - odnowił też wartość słowa.
Jedyny tekst, który pojawił się w czasie przedstawienia,
zyskał znaczenie Logosu. Krótki fragment "Środy
Popielcowej" Eliota stał się mottem zdarzeń,
które ukazywały ludzki los jako "czas
napięcia pomiędzy chwilą śmierci a chwilą
narodzin"...
Beata Popczyk, "Opcje. Dwumiesięcznik
kulturalny" nr 5/1999
Femina
Przedstawienie autorskie Marcina Hericha -
zatytułowane Femina, a prezentowane na tegorocznym
Festiwalu A Part - ma dwie, bardzo silne i
naładowane uczuciami sceny. Początkową i końcową,
obrazujące narodziny i śmierć Bohaterki. Przemyślane
plastycznie
i kompozycyjnie, drażnią (z założenia) przede
wszystkim swoistym odwróceniem "odwiecznego
porządku rzeczy". Narodziny, w naturalistycznym,
krwistym świetle i fizycznie lepkich zwojach
cieniutkiej taśmy-błony, nie są tu - jak zwykliśmy
uważać - niczym wzniosłym i radosnym. Są męką,
zapowiedzią trudnego i niebezpiecznego życia,
kwintesencją strachu,
a nawet odrazy. Piękna, dobra, jasna i łagodna
jest natomiast śmierć - wystylizowana na dziecinno-naiwny
obrazek Białego Pierrota, przeprowadzającego
Kobietę w ślubnej sukni, przez ogień, ku mrocznej,
ale niebezpiecznej przyszłości.
Pomiędzy prologiem i epilogiem toczy się życie
Bohaterki. Egzystencja, zagęszczona
w kilkudziesięciu minutach i kilku obrazach:
fragmentaryczna, niedopowiedziana, odwołująca
się do gry wolnych skojarzeń. Jakaś wina i
kara, jakaś radość i jakiś smutek, upadek
i ramię partnera, podnoszącego z ziemi wiotkie
ciało. Liryzm i namiętny seks. Delikatność
i brutalność doznań.
Henryka Wach-Malicka, "Dziennik
Zachodni" nr 213/1999
Sukces na obrzeżu
Festiwal zainaugurowała plenerowa premiera
Teatru Cogitatur pt. Femina (w reż. M. Hericha).
Spektakl ciekawy i intrygujący, nie tylko
poprzez podejmowaną problematykę. W cyklu
metaforycznych, ekspresyjnych obrazów łączonych
metodą emocjonalnych skojarzeń ukazuje przypowieść
o narodzinach, życiu, cierpieniu i śmierci
kobiety. Ale w tym widowisku chodzi chyba
o coś więcej, o refleksję nad tajemnicą i
obecnością żywiołu kobiecości. Efektowne sceny
inspirowane malarstwem i grafiką m. in. Leona
Neubauera, Arnolda Boecklina, Alfreda Kubina,
Feliciena Ropsa, ukazują taniec człowieka
z żywiołami - deszczem, ogniem, wiatrem. Ale
także odwieczne zmaganie Erosa i Thanatosa,
miłości z agresją, pasją niszczenia, którą
w Feminie symbolizują dwaj szczudlarze, niczym
oprawcy ingerujący w przedstawiony świat.
Jak miesza się rytm muzyki - od klasycznej
(Vivaldi) po nowoczesne, niepokojące brzmienia
(Future Sound of London) - tak też wymieszane
są emocjonalne tony zdarzeń. Jest w nich
i lekkość narodzin (piękna sekwencja przejścia
kobiety przez scenę bez dotknięcia ziemi stopą)
i mroczne wizje nienawiści i zagłady (scena
powieszenia dwójki aktorów). Jest czystość
kobiecej niewinności (scena z białym puchem),
po chwili ustępująca namiętności i urokowi
nagiego ciała. Duchowość i materialność świata
i człowieka zderzają się w Feminie
i dopełniają, by w finale spektaklu zabrzmieć
(z offu) fragmentem "Środy Popielcowej"
T.S.Eliota - swoistym rachunkiem sumienia
bohaterki i ludzi, ich zawsze zadawanymi pytaniami
o sens i cel cierpienia, o los pośmiertny,
o miejsce kobiety, nadziei i miłości
w świecie.
Grzegorz Janikowski, "Scena"
nr 8/19
GLIWICKIE SPOTKANIA TEATRALNE - GLIWICE 2000
Femina bez feminizmu
Jako kobieta pracująca otrzymałam zlecenie
napisania paru słów o spektaklu katowickiego
Teatru Cogitatur Femina. Wydawało mi się oczywiste,
że męska część redakcji nie poradzi sobie
z tak delikatnym tematem, dlatego z radością
i poczuciem dużej odpowiedzialności podjęłam
się tego zadania. No i piszę. Piszę i tak
sobie myślę - dobrze, że nie jestem feministką.
Bo gdybym była, to pewnie by mi się Femina
nie spodobała. A tak mogę z czystym sumieniem
powiedzieć - dobre było. Piękne wizualnie,
dopracowane w plastycznych szczegółach widowisko,
które opowiada o tym, czym jest życie. Pytanie
stare jak świat - padło już nawet w czasie
Tegorocznych GST w tytule koncertu Jerzego
Chruścińskiego "Czymże jest nasze życie?"
No właśnie - czymże? Marcin Herich, twórca
Feminy nie daje prostych odpowiedzi. Symboliczna
wizja życia od momentu narodzin do chwili
śmierci przedstawiona jest poprzez sekwencję
płynnie zmieniających się obrazów, w których
motywem przewodnim staje się woda. Z wody
powstałeś i w wodę się obrócisz - można by
powiedzieć trawestując znaną skądinąd sentencję.
Woda zaś to żywioł kobiecy. Mówią o tym mędrcy
Wschodu, przyznaje to nawet nasza stechnicyzowana
medycyna. Człowiek dojrzewa w wodzie zanim
ujrzy ten świat - to początek Feminy. Cały
spektakl zdominowany jest przez biologię,
naturę, życie (to - jak sądzę - jest właśnie
mało feministyczny wątek).
Dużo w nim cierpienia i bólu - woda miesza
się z krwią; spływając na ludzkie ciała obmywa
je, ale też doświadcza, boleśnie naznacza,
w końcu wiedzie przez symboliczne wrota śmierci.
Ale nie tylko cierpienie jest treścią życia.
Jest w nim miejsce na marzenia, piękno, światło.
Taką wymowę ma urokliwa scena, w której tytułowa
bohaterka - nazwijmy ją Ona - tańczy
z mężczyzną przy dźwiękach gramofonu. Jeszcze
jedna sekwencja zapadła mi głęboko
w pamięć - jest to jedna z najbardziej sugestywnych
scen, jakie dane mi było zobaczyć
w teatrze ulicznym. Oto narodziny: za przezroczystą
folią w klatce postać wyzwala się
z krępujących ją więzów. Na podobieństwo motyla
odrywa kolejne warstwy foliowego kokonu, by
wreszcie wyfrunąć - opuścić zamkniętą przestrzeń.
Życie zaczyna się od nowa.
(zem), "Gazeta festiwalowa"
nr 1/2000
W plenerowej scenografii
(...) W zupełnie innych rejonach myślowych
i teatralnych sytuowało się natomiast poetyckie
przedstawienie Teatru Cogitatur z Katowic,
zatytułowane Femina. Propozycja gości zza
miedzy także przypadła do gustu mieszkańcom
Gliwic, którzy nagrodzili ją długimi brawami,
choć Femina dotyczyła spraw trudnych i delikatnych
- uczuć, śmierci i gry podświadomości. Zrealizowana
w nastrojowym klimacie, ujmowała urodą obrazów
i ekspresją gry aktorskiej.
Henryka Wach-Malicka, "Dziennik
Zachodni" nr 117/2000
MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKA ULICY - WARSZAWA
2000
Sztuka zawładnęła ulicą. Wodny Cogitatur
Choć początkowo nic nie wróżyło sukcesu Teatru
Cogitatur, odniósł on ogromny sukces, skupiając
uwagę nawet niewyrobionej publiczności. -
Chyba długo tu nie będziemy - zapowiadali
młodzi, którzy w sobotni wieczór przechadzali
się wokół Centrum Sztuki Współczesnej i spoglądali
na szykujących się do występu aktorów. Wystarczyła
jednak pierwsza scena, w której czwórka artystów,
nie zważając na chłód, obmywa swe ciała wodą.
Spacerowicze zatrzymują się. Femina, spektakl
opowiadający o narodzinach, życiu i śmierci,
z każdą minutą wciąga kolejnych widzów. Kulminacją
była obrazująca narodziny człowieka scena,
w której naga kobieta owinięta w przezroczystą
folię zmaga się ze spływającą po jej ciele
wodą. Spektakl pokazuje cały urok takich przedstawień.
- Czarodzieje! - Mówili
o aktorach widzowie. Faktycznie, w przedstawieniu
teatru z Katowic było coś z czarownej mocy.
Magiczny klimat: szczudlarze, płomienie pochodni,
ekstatyczny taniec, uwiódł oglądających. Gdy
aktorzy zniknęli, a z umieszczonych na rusztowaniach
rur popłynęła woda, symbol życia, widzowie
zamarli, by po chwili nagrodzić występujących
gorącymi oklaskami. Femina to był naprawdę
wspaniały początek Festiwalu Sztuka Ulicy.
Agnieszka Kowalska, Mirosław Piwowarek,
"Gazeta Wyborcza - Warszawa"
nr 153/2000
LETNIE SPOTKANIA TEATRÓW ULICZNYCH - TORUŃ
2000
Ciemność sprzyjała kobiecie
Gdy w sobotę zrobiło się już ciemno, na Rynku
Staromiejskim wystąpił Teatr Cogitatur
z Katowic. Pokazał Feminę. Był to kolejny
spektakl w ramach Letnich Spotkań Teatrów
Ulicznych. Ciemności sprzyjały plastyce przedstawienia,
opowiadającego o kobiecie i miłości. Tę historię
można było odczytać w prosty sposób, jeśli
ktoś chciał: kobieta i mężczyzna zakochują
się w sobie, a potem za to płacą. Najbardziej
Ona. Cogitatur opowiedział o tym posługując
się bogatą inscenizacją, czerpiącą z malarstwa
ekspresjonistów i to w ich najbardziej szalonym
wydaniu.
JAN, "Gazeta Wyborcza -
Bydgoszcz" 31.07.2000
MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRALNY MALTA -
POZNAŃ 2000
Na śmietniku cywilizacji. W świecie kobiety
W plenerowym widowisku Femina Teatru Cogitatur
temat kobiety pojawił się w kontekście filozoficznym.
Femina przychodzi na świat wyłaniając się,
podczas pełnego ekspresji tańca,
z foliowych zwojów. Jest naga. Piękno jej
ciała i cudowna naiwność nieskażonej istoty
sprawiają, że wydaje się kimś wyjątkowym.
Próbuje żyć. Pragnie miłości w nadziei, że
jest trwała - ale spotyka ją rozczarowanie.
Wszystko wokół rozpada się, niezmienny pozostaje
wciąż tylko fakt śmierci. W spektaklu pojawiają
się symbole: woda, krew, ogień, czaszka, wahadło,
biała suknia. Woda w religii chrześcijańskiej
jest znakiem narodzin poprzez obmycie z grzechu
pierworodnego, a w wierzeniach Dalekiego Wschodu
bywa interpretowana jako zwiastun choroby,
a nawet śmierci. W spektaklu kobieta wyłania
się z wody, zmieszana
z krwią woda spływa na nią w chwili śmierci.
Ogień ma moc oczyszczania, a jednocześnie
kojarzy się z męką piekielną. Biała suknia
symbolizuje nie tylko niewinność i czystość,
ale również ulotność, zwiewność, a więc przemijanie.
Jedna z bardziej wymownych scen to taniec
kobiety i mężczyzny, pełen miłosnego uniesienia,
w której mężczyzna zaczyna słaniać się, burząc
harmonię obrazu, a wreszcie upada. Nastaje
moment ciemności, po czym widzimy go niosącego
wielką, dymiącą czaszkę. W końcowej scenie
Femina odchodzi w białej sukni, prowadzona
za rękę przez swojego przewodnika, powoli
zanurzając się w spływające na nią strumienie
wody i krwi. Subtelny, dopracowany spektakl
skłania do refleksji nad zagadnieniami egzystencji
- tej "chwili napięcia" między punktami
początku i końca. To jeden z bardziej interesujących
spektakli ostatniej Malty.
Agnieszka Jelewska, "Didaskalia"
nr 39, październik 2000
Kobieta jako obiekt
Pewnie powinnam pokłonić się nisko mężczyźnie,
który swoje przedstawienie poświęca kobietom:
ich łzom i ich krwi. Ale - choć robi to naprawdę
po mistrzowsku - mój niepokorny kark zgiąć
się nie da.
Femina Teatru Cogitatur zbudowana jest z przecudnej
urody obrazów podkreślanych muzycznymi akcentami
najwyższych lotów. Woda, ogień i nagie ciała
aktorów komponują się w coraz bardziej wyrafinowane
kompozycje. Nasza bohaterka przychodzi na
świat, wyzwalając się z przezroczystych folii
za pomocą pełnego ekspresji tańca. Jej przyjścia
oczekuje ludzkość, gotowa prowadzić ją przez
najtrudniejsze przeszkody. Oglądamy więc dynamiczną
scenę wędrówki po srebrnych wiadrach znikających
spod jej stóp i pojawiających się tam, gdzie
zechce postawić kolejny krok. Jej przyjścia
oczekuje mężczyzna, z którym zazna upojnego
tańca, z którym przekroczy granicę niewinności.
Pierwsza namiętna noc będzie jak kąpiel w
wiosennym deszczu. Pierwsza namiętna noc przyniesie
też ból i poczucie winy. I karę, i krew. Mężczyzna
wniesie do ich związku agresję: pojawią się
wojownicy na szczudłach niosący ogień, strach
i śmierć. Ślubną suknię nałoży dopiero wtedy,
kiedy jest już za późno, kiedy po ognistym
kobiercu do niewidzialnego ołtarza poprowadzić
ją może tylko zjawa, marzenie o pełni - do
spełnienia niemożliwe.
Doznawałam ogromnej estetycznej przyjemności,
oglądając te obrazy, smakowałam ich subtelne
wyrafinowanie. Reżyser Marcin Herich traktuje
kobietę jak malarz aktów i madonn:
z pietyzmem, zachwytem, uwielbieniem, miłością.
Sugeruje jednak także, że poznał jej tajemnicę:
próbuje ją zrozumieć, nazwać. Femina podaje
nam kobietę w estetycznym opakowaniu: na cennych
tackach leżą jej piersi i uda, jaj łzy i jej
krew. Gotowe do zjedzenia choćby wzrokiem.
Tymczasem współczesna Gioconda nadal uśmiecha
się tajemniczo, mimo tego, że współczesne
nie-Giocondy sprzedają swoje sekrety na prawo
i lewo, publicznie rodząc, publicznie krwawiąc
i publicznie płacząc. Współczesna Gioconda
mieszka gdzieś między estetyką Marcina Hericha
a tym babskim targowiskiem.
Ewa Obrębowska-Piasecka, "Gazeta
Wyborcza - Poznań" nr 154/2000
THEATER IM PARK - BIELEFELD/NIEMCY 2000
Świat pełen mistyki i symboli
Przeżywanie teatru wszystkimi zmysłami w konwencjonalnych
miejscach występów aktorskich nie jest najczęściej
możliwe. W przypadku występów teatralnych
w parku, tak. Słuchając
i patrząc, wąchając i odczuwając, około 150
widzów doznało niemal na własnej skórze tego,
czemu polska grupa aktorska Teatru Cogitatur
dała wyraz w sztuce Femina: narodzin
i śmierci, zachwytu i rozpaczy.
W Feminie ujawnia się życie we wszystkich
swoich aspektach, bez potrzeby używania konkretnych
słów. Przeżywamy narodziny bohaterki. Widzimy
jak, walcząc, symbolicznie wydostaje się z
łona matki. Ostrożnie, po omacku, szuka drogi
do świata i próbuje zająć miejsce w społeczeństwie.
Przeżywa załamania, niepowodzenia oraz szczęście.
W upojeniu miłosnym, w trakcie walca, głosy
trąb zapowiadają zbliżające się nieszczęście.
Bohaterka upada, dym o zapachu siarki okrywa
scenę, trupia czaszka symbolizuje zbliżający
się koniec. Śmierć jako kostucha na szczudłach
kroczy w rytm śpiewów pogrzebowych. Wraz z
krwawym deszczem opada w końcu kurtyna.
To ekstrawaganckie, emocjonalne przedstawienie
siedmiu wykonawców, stawia na asocjacyjną
siłę obrazów i jest wspomagane kunsztownymi
efektami wywołanymi światłem, ogniem, wodą
i dymem. W świecie pełnym mistycznych obrazów
i symboli aktorzy stają się drogowskazem.
Sztuka ta wzrusza, fascynuje, porywa a przy
tym jest pełna niespodzianek. Jako widzowie
jesteśmy narażani na oblanie wodą lub zaatakowanie
siarką. To jednak nic wobec tego, jak aktorzy
podczas tego 40 minutowego kolażu narażają
się nieustannie na skrajne i niebezpieczne
sytuacje.
(uj), Świat pełen mistyki i symboli,
"Westfalen-Blatt", Freitag, 25.August
2000
SIBIU INTERNATIONAL THEATRE FESTIVAL - SIBIU/RUMUNIA
2001
Teatr uliczny
O najbardziej wzniosłych chwilach miłości
i bólu oraz o ceremoniale oczyszczenia poprzez
cierpienie opowiadali nam w przesyconym tragizmem
spektaklu ulicznym Femina polscy artyści z
Teatru Cogitatur. Femina to opowieść o realnym
życiu ukazująca barwny i nasycony emocjami
obraz istoty ludzkiej. Wszystko toczy się
wokół kobiety, są jej łzy, jej uśmiech i ból.
Spektakl, nawiązujący do dantejskiej ikonografii
zawiera wiele scen okrutnych,
ale i subtelnych. Zarówno cierpienie, jak
i oczyszczenie wpisane są bowiem nierozerwalnie
w ludzką egzystencję.
Ion Parhon, "Romania libera",
Mercuri, 6 Iune 2001-11-02
FESTIWAL POLSKICH TEATRÓW ULICZNYCH - JELENIA
GÓRA 2001
W słońcu i deszczu
W oczach wielu obserwatorów najpiękniejszym
spektaklem festiwalu okazałą się Femina Teatru
Cogitatur z Katowic. Niestety, pokazana późno
w nocy w cieplickim parku w strugach deszczu
była niespodzianką tylko dla najwytrwalszych
miłośników teatrów ulicznych.
Małgorzata Poloczak-Pełczyńska,
"Nowiny Jeleniogórskie" nr 36, 4-10.09.01
r.
LA VALSE DES AS - VALREAS/FRANCJA 2001
Hymn na cześć kobiety
W piątkowy wieczór podczas La Valse des As
wystąpił polski Teatr Cogitatur, po raz pierwszy
goszczący we Francji. W odróżnieniu od pogodnych
spektakli, które były prezentowane podczas
dotychczasowych edycji festiwalu przygotowywanego
przez Pascala Landeret i jego Compagnie Cacahuete,
prezentowana na bruku placu Valressien Femina
wprost upoiła publiczność. Będąca hymnem na
cześć kobiety, życia Femina jest ciągiem mocnych,
nasyconych emocjami, niepokojących scen. To
opowieść o świecie, o kobiecie i mężczyźnie,
o życiu, pełnym nieprzewidzianych okoliczności,
radości, trosk, łez i nadziei. O życiu w Polsce,
obciążonej bolesną historią okresu międzywojennego
i okupacji, powstań i podziałów,
co pozostawiło do dziś niezatarte ślady. Jednak
spektakl nie jest jednoznaczny i pozostawia
duże pole do interpretacji publiczności. Kiedy
światłą zgasły i kiedy wielki biały szczudlarz
zabrał pannę młodą za zasłonę krwistoczerwonej
kaskady wody widzowie zdumieni znieruchomieli,
starając się zrozumieć sensy tego półgodzinnego
widowiska. Zaskakiwać
i wzruszać - to jeszcze jedna twarz festiwalu
La Valse des As.
(...), "Le Dauphine Libere
du Rhone a la Provence", 27.05.2001 r.
INTERNATIONAL WEEK OF YOUTH THEATRE ARENA
- ERLANGEN/NIEMCY 2002
Śmierć na szczudłach
Polscy artyści z w przedstawieniu Femina skupiają
się na tworzeniu dostępnego teatru,
w którym uniwersalne emocje i doświadczenia
są przyniesione z życia. Widzowie, zebrani
na dziedzińcu muzeum zobaczyli emocjonalny
kolaż ognia i wody, miłości i śmierci. (...)
Ten pokaz miał w sobie grozę, fascynował.
Na moment stanęliśmy twarzą w twarz z własną
moralnością i zadrżeliśmy. Wszystko zostało
znakomicie przedstawione. W tym profesjonalnym
spektaklu udowodniono, że zmysłowość fizycznego
i wizualnego teatru może zostać osiągnięta.
Insa Sternhagen, "ARENA spots"
nr 04, 13.07.02 r.
MITTELFEST - CIVIDALE DEL FRIULI/WŁOCHY 2004
Femina - pracowity czas jednego życia
Człowiek całe swoje życie upada i mimo to
nadal, jak na trampolinie, podnosi się w górę,
wplątany w odwieczną manichejską walkę dobra
ze złem. W samym sercu Cividale del Friuli,
w niedzielny wieczór polscy aktorzy-akrobaci
z Katowice opowiedzieli nam na nowo ową historię
w przedstawieniu ulicznym Femina. Człowiek
rodzi się we łzach i w cierpieniu, potem,
mimo swego cielesnego piękna, skazany jest
na nieustanne wzloty i upadki, ucząc się chodzić,
wiążąc z drugim człowiekiem, cierpiąc, skazany
na nieustanny holocaust. Dopiero śmierć przynosi
spokój, uwalnia od ziemskich spraw, jest od
nich ucieczką. Historię tę opowiedziano kontrastowo,
z wdziękiem i dbałością o każdy szczegół.
Angela Felice, "Il Gazzettino",
20.07.2004 r.
DNI SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ - BIAŁYSTOK
2005
Ekstaza u Branickich
Potężne postaci na szczudłach, ognie, feria
świateł, ekstatyczny taniec w strumieniach
wody - wszystko to w perfrekcyjnej kompozycji
oglądać można było późną nocą na dziedzińcu
Pałacu Branickich. Spektakl Femina v.2 pokazali
aktorzy Stowarzyszenia Teatralnego A PART.
Niepozbawiony kontrowersyjnych momentów -
aktorzy, opowiadając historię człowieka od
jego narodzin po kres, środkiem wyrazu uczynili
ludzką nagość.
Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza -
Białystok", 23.05.2005 r.
FESTIWAL ARTYSTYCZNYCH DZIAŁAŃ ULICZNYCH LA
STRADA - KALISZ 2007
Życie na ulicy
Nagość, ogień i krew - dla wielu widzów katowicka
Femina v.2 była najbardziej przejmującym widowiskiem
tegoricznej La Strady. (...) Autorski spektakl
Marcina Hericha, będący rozbudowaną metaforą
kobiecego losu, jednych przyciągał bogactwem
cytatów z malarstwa i grafiki symbolicznej,
innych - ostrymi, odważnymi środkami wyrazu.
Katowiczanom udało się - a nie jest to łatwe
w otwartej przestrzeni - utrzymać poetycki
nastrój widowiska, zaskakujący na przemian
liryzmem i brutalnością.
cancer, "Super Fakty Kaliskie",
12.06.2007 r.
FESTIVAL EUROPEO DEL TEATRO DI SCENA E URBANO ARLECCHINO D'ORO
- MANTUIA/WŁOCHY 2007
Na placu poezja i perwersja
Spektakle Teatru A Part na temat egzystencji dają do myślenia
Grupa teatralna A Part, po pokazanym dzień wczesniej spektaklu "El Nino" zaprezentowała przedstawienie "Femina v.2". Oba spektakle są częścią trylogii teatralnej o ludzkiej egzystencji. Przedmioty wykorzystane na scenie są tymi samymi, co w przedstawieniu "El Nino". Ogień, woda, powietrze są elementami niszczącymi. Razem z nagimi ciałami aktorów i szczudłami są jak krzyk ludzkości. Obie części wzajemnie się uzupełniają w kombinacjach coraz bardziej wyszukanych. Jeżeli jakiś widz uważa, że naturalistyczne sceny są przesadzone lub przeładowane lub skrzywi się na sposób przedstawienia tematów, bynajmniej nie radosnych, koordynator artystyczny festiwalu Luigi Fusini ma dla niego stanowczą odpowiedź: "Jeżeli Mantova chce zostać światową stolicą teatru musi pokazywać zarówno zachodnioeuropejskie teatry plenerowe, których przedstawienia często służą zabawie, jak i twórczość artystów z Europy Wschodniej, z ich tradycją opowiadania o cierpieniu, skazanych przecież na lata cenzury i represji."
"W krajach, gdzie Auschwitz wydaje się być problemem wyłącznie niemieckim" - przestrzega Fasini - "zmiana myślenia o historii musi wiązać się z refleksją na temat ogółu. Jest prawdą, że teatr uliczny powinien tworzyć atmosferę święta, na którym można się zabawić, ale powinien równocześnie poruszać tematy społecznie istotne, zwłaszcza wtedy, gdy losy człowieka wiążą się z przemocą."
Występ polskiej grupy zaczął się i zakończył dwoma bardzo silnymi scenami - narodzin i śmierci bohaterki. Pierwsza, zatopiona w czerwonokrwistym świetle, znaku cierpienia, to zapowiedź trudnego i ciężkiego życia. Jej przeciwieństwem jest scena śmierci, gdy księżycowy Pierrot prowadzi kobietę ubraną w suknię ślubną poprzez ogień i krew, ku oczyszczeniu. Aktorzy postawili na wrażliwość we wzajemnych relacjach i relacji z widzem. Niewinność i czystość kobiety mieszają się nieustannie z pasją i fascynacją własnym ciałem. Aż pojawia się ciemna wizja nienawiści i przeznaczenia, ukazująca dwóch aktorów przypiętych do płonących obręczy, desperacko usiłujących uwolnić się z łańcuchów.
Funkcje duchowe i materialne ludzkości i świata są przeciwstawne i komplementarne. W tym świecie fikcji przepełnionym symbolami aktorzy stają się konstruktorami przejścia figuratywnego, przewodnikami po wzniesionym przez nich krajobrazie. Działania aktorów wydają się skupiać na prostych czynnościach, lecz równocześnie odnoszą się do tajemnicy życia. Wiążą się z cierpieniem, które jest z nim nierozłączne. Woda zmieszana z krwią płynie po ludzkich ciałach i oczyszcza, a równoczesnie naznacza, nadając sens bólowi istnienia, który znika dopiero wówczas, gdy przechodzi się przez alegoryczne bramy śmierci. Ale życie nie może być wyłącznie cierpieniem. Żeby istnieć w paradoksie ciała, które cierpi, potrzebne są sny, piękno, światło. Kobieta i mężczyzna tańczą. W nieustannym tańcu potykają się, ale gramofon gra dalej i para nie chce i nie potrafi przestać tańczyć.
Powróćmy jeszcze raz do sceny narodzin. Za przezroczystą folią pojawia się postać zwinięta w kokon, który jest jednocześnie klatką, ale i możliwością nowego życia. Jak motyl bohaterka żegna larwę i odlatuje w dal, ku otwartym przestrzeniom.
Micol Ferreti, "Gazetta di Mantova", 27 czerwca 2007.
|
|